Karpacz - rynna zjazdowa

Do Karpacza namówili mnie moi teściowie. Moja żona uwielbia góry, więc poparła swoich rodziców i niejako wymogła na mnie ostateczną decyzję dotyczącą naszej wakacyjnej podróży. W biurze turystycznym
Karpacz polecono nam bardzo fajne kwatery prywatne. Dom był całkiem nowy, pokoje pięknie wyposażone, z łazienkami i telewizją, więc byliśmy zadowoleni. Jedyne na co moglibyśmy narzekać to pogoda. Lipiec się tu w ogóle nie udał, bo każdego dnia było okropnie zimno. Temperatury, jak na początku wiosny, ale bynajmniej nie letnie. Grunt, że nie padało. Na Śnieżkę weszliśmy aż dwa razy, od Wangu i od Białego Jaru. Karpacz przemierzyliśmy wzdłuż i wszerz, ale to co nam się tutaj podoba najbardziej to rynna zjazdowa na stoku Kolorowa w samym centrum miasta. Takie coś w Polsce, to zdaje się nie tylko w Karpaczu, ale takiej rozrywki warto spróbować. Mknie się z dosyć dużą prędkością i ma się wrażenie, że ten wózeczek może wyskoczyć z torów. A są tam i zakręty i ślimaki i spirala jest nawet, więc okazji do wypadków by nie zabrakło. Kiedy się jest na dole, to adrenalina tryska uszami, ale przeżycie niesamowite.
Polecamy: