Andrzejki - Kajetan
Na Andrzejki pojechałem do Laponii. Zawsze miałem oryginalne pomysły, ale mój wujek Andrzej, był jeszcze lepszy ode mnie i coraz to podrzucał mi jakąś ideę. To dziwne, że w
Andrzejki zapragnąłem być akurat pod kołem polarnym, ale jak mi ktoś zamiesza czymś w głowie, to już mocnych nie ma. Moja Aśka przeżegnała się tylko i powiedziała, że do Mikołajków jeszcze trochę czasu i drwiła, że pewnie w Boże Narodzenie pojedziemy gdzieś w tropiki, ale przekonałem ją, że musimy jechać. Trochę bardziej na południe w Szwecji, w tym czasie dzień trwa niezwykle krótko 4-5 godzin, ale pod biegunem to tylko noc polarna. Nasz pobyt spędziliśmy w hotelu zrobionym z prawdziwego lodu. Odjazd, ale w skórach niedźwiedzich było nam naprawdę ciepło. O Andrzejkach nie zapomnieliśmy, a zabawa odbyła się na świeżym powietrzu, w 45 stopniowym mrozie. Przy odpowiednim ubraniu takie temperatury to pryszcz, a gdy jeszcze ciało nasmaruje się sadłem z renifera, to już zupełnie się ich nie odczuwa. Podczas tego pobytu począł się nasz syn i nawet chciałem go nazwać Kaj,ale Aśka się sprzeciwiła. No to mamy Kajetana.